Miłosza zdobycie wł‚adzy

Przyznam na wstępie, że nigdy nie lubiłem twórczości Miłosza a w szkole miałem nawet przeprawę z polonistką (w atmosferze wzajemnego zrozumienia, że polecę cytatem) odnośnie takiego wierszydła Campo di Fiori. Dla mnie gość wykorzystał koniunkturę i tyle. Nie dorasta do pięt innemu piewcy Litwy- J. Mackiewiczowi. Można krytykować i nacjonalizm i religię ale wypada to robić na poziomie, inaczej wpada się w kanał antypolonizmu i prostackiej agitki, którą później wykorzystuje się do opluwania Polski w świecie. I to jest właśnie dla mnie ciemnogród artystyczny- chociaż rozumiem, że pewne środowiska sporo płacą za przedstawianie Polaków jako antysemitów, przygłupów i kolaborantów (tutaj polecam książkę Czarny ptasior, J. Siedleckiej). Po co w ogóle o tym piszę?

Znalazłem gdzieś książkę Miłosza, "Zdobycie władzy", gdzie autor nawiązuje do swoich przeżyć i zdobycia władzy przez komunistów. Przeczytałem i mogę napisać wręcz- chłam. Postacie kwadratowe i drewniane, sceny pisane na siłę, nuda i jeszcze raz nuda. Zaskoczyło mnie to w tym sensie, że jednak spodziewałem się większej dawki "przemyśleń"-> Zniewolony umysł, te klimaty. Lepiej czyta się Pana Samochodzika czy wspomnienia partyjnych kacyków. Jakiś fascynat mógłby mi zarzucić, no jak to, przecież jest wątek o powstaniu, są komuniści, jest rozliczanie się z własną przeszłością, o co ci chodzi? Fajne jest szukanie w powieści z kluczem autentycznych bohaterów ale...

W przedmowie do szwedzkiego i amerykańskiego wydania S. Barańczak pisze, że powieść powstała błyskawicznie, prawie w tym samym czasie co Zniewolony umysł. Przełożono ją na inne języki, także i egzotyczne. Krytycy wskazują na jedną z przyczyn popularności książki: ponadczasowe ukazanie mechanizmu przejęcia władzy przez komunistów. Być może. Ja jednak chciałbym zwrócić uwagę czytelników na pewien drobiazg, jak tworzy się antypolską propagandę. Bierzemy powieść znanego i cenionego autora przekładamy ją na swój język, po czym w dyskusjach o różnych -izmach wskazujemy na nią jako źródło wiedzy o tychże. Niczym kropelki jadu w książce znajdują się sformułowania iście z nomenklatury komunistycznej, które po latach wracają i są wykorzystywane w "tresurze Polaków."

Oto przykłady. Rozmowa oficera polityczno- wychowawczego Piotra Kwinty z przyjacielem Julianem, człowiekiem uratowanym z getta. Partyzantem ludowym:

"(...)-Julian, ty i życie w lasach. Ten przypadek jest śmieszny.

-Naturalnie, że byłem źle przygotowany do życia w lasach. Szliśmy na południe, żeby potem zawrócić na wschód. To była jedyna szansa. Tylko tam można było znaleźć czerwonych partyzantów. AK nie przyjmowało Żydów.

-Nie?

-Nie. Szliśmy nocami. Było nas pięciu. Trzech mężczyzn i dwie dziewczyny. Wpadliśmy w obławę Narodowych Sił Zbrojnych. Michał w Warszawie był teoretykiem tego szlachetnego ruchu. Naród, tradycja, walka z Niemcami, katolicyzm i tak dalej. Publikował swoje brednie w ich pismach podziemnych. Ale w praktyce działalność ich oddziałów polegała na czyszczeniu kraju z Żydów i komunistów, co dla nich jest, jak wiesz, tym samym."

Za: C. Miłosz, Zdobycie władzy, Olsztyn 1990, s. 21- 22.

Swoją drogą, zawsze mnie zastanawiało, jak chętnie niektórzy wypowiadają się w imieniu narodu, którego w zasadzie nie lubią, a nawet nie cierpią.