Obrazki kampanijne

Przed wyborami kandydaci obiecują różne rzeczy. Ponoć obiecują to, co ludzie chcą usłyszeć. Od kilku dni słyszę, że powinniśmy dbać o kulturę, sport i inwestycje. Kandydat A i kandydat B obiecują lepsze wykorzystanie środków unijnych lub przyciągnięcie strategicznego inwestora. Inny chwali się, że zasiada w Radzie ponad dwadzieścia lat. Aż chce się dopisać, no i co z tego, nic nie zrobiłeś, won. Kandydat kulturalny z rozmachem prezentuje wizję rozbudowy centrum miasta, inny chce żeby miasto słynęło z jakiegoś zespołu sportowego. Ci od kultury natrętnie wpychają ulotki do skrzynki, na plakatach prezentując się godnie. Słowa klucze to: lepsza przyszłość (dla kogoś na pewno), rozwój (lub niedorozwój kandydatów), rozsądek i dobro mieszkanców (tak, czasem są mieszkańcy, przed wyborami). Mało kto wspomina o drogach (widocznie są doskonałe), dzieciach i młodzieży (niech się dopalają i wegetują obserwując starszych lub przejrzałych na kilku stołkach) i oszczędzaniu (wiadomo, wygrany rozda stanowiska następnym). Jeden z kandydatów na radnego (litościwie przemilczę resztę) na pytanie, czy nie warto byłoby wrócić do pracy radnego za dietę dzienną- zwrot kosztów dojazdu lub posiłek lub 1 zł, odparł ze zdziwieniem- coś pan. Nikt nie martwi się o starszych (i tak umrą niedługo). Czasem wspomni się ścieżki rowerowe i "przedsiębiorczość."

Ludzie biedni nie istnieją. A wieczór mile zakończymy imprezką w najdroższym lokalu. Bawmy się, droga elito. Elito śmierdząca fałszem. Sprzedajna frazesami.

Nie lubię siąpiącego deszczu ale wczoraj zrozumiałem, że może padać kolejny tydzień. Przynajmniej spłucze plakaty kłamców z tablic.